Nie mogę nie wspomnieć o Nejberhudzie.... Skąd nazwa? od Neighbour (Sąsiadeczka) i Hood (kapturek) :D która to nazwa określa całe sąsiedztwa świata. Kim jest Nejberhód? Przekonajcie się sami...
Fanpejdż Nejberhooda na Fejsie :)
No powiem wam, historia tego bohatera jest mi niezwykle bliska i wraz z MMKHitSkładem zamierzamy opublikować komiks o naszym bohaterze xD
Któż jest wrogiem naszego superbohatera....? hmmmm, każdy, kto wypiera się sąsiedztwa.... z naszych obliczeń wynika, że wrogiem może się okazać.... Człowiek z Mazowieckiego...... Nejberhood jeszcze nigdy nie został przezeń zaatakowany, lecz wykazuje On swą wrogość czasem.... Oczywiście Nejberhód kocha cały świat, więc bardzo chce się zaprzyjaźnić z tajemniczym człowiekiem, poczęstować go pysznym żurkiem czy kebabem.... ale czy Człowiek z Mazowieckiego da się zaprosić? Czy Nejberhoodowi uda się go przekabacić na Super-Stronę-Mocy?....
;-D a swoją drogą, dziś jest dzień kawy xD więc ja idę, aby wykorzystać mój ekspres do wykonania mojej zachcianki.... pysznej kawuni :D
HOUK!
żeby ułatwić komunikację - relacje na żywo z przygód K-Breweries :D
piątek, 26 sierpnia 2011
zmiana bloga xD
Tak sobie pomyślałam, ze skoro już wzięłam powróciłam z Tajlandii, to szkoda tak porzucać bloga xD więc od czasu do czasu będę zamieszczać cosie, co mnie interesują :)
Welcome back xD :-)
Póki co wycwaniłam się, i żeby nie kosić trawy, zatrudniłam mojego kuzyna, który uwielbia to robić :D a ja powinnam pisać pracę dyplomową.... na podyplomówkę...... do pracy, do pracy..... ech... hurra :D
Welcome back xD :-)
Póki co wycwaniłam się, i żeby nie kosić trawy, zatrudniłam mojego kuzyna, który uwielbia to robić :D a ja powinnam pisać pracę dyplomową.... na podyplomówkę...... do pracy, do pracy..... ech... hurra :D
piątek, 6 maja 2011
Ciag dalszy xD
AloHa xD
teraz pisze juz z Bangkoku, gdzie siedzimy z Marcinem w kafejce. czas mi sie konczy, wiec dalszy update bloga przeprowadze moze jutro xD
tesknie juz za wami.... a teraz leze kupowac aparat xD bo mi zamokl i zacial sie po walce na kajaki ;p
teraz pisze juz z Bangkoku, gdzie siedzimy z Marcinem w kafejce. czas mi sie konczy, wiec dalszy update bloga przeprowadze moze jutro xD
tesknie juz za wami.... a teraz leze kupowac aparat xD bo mi zamokl i zacial sie po walce na kajaki ;p
SUNday!!!
Niedziela zaczela sie rowniez od trudnego poranka xD po mozolnym (hehehehhehehe) tropikalnym sniadanku z pysznymi owocami, Viola, jej mama, Tuoi i ja pojechalysmy na zakupy do Phuket City xD Wspominalam juz, ze nie znosze targowania sie? To jest zabawne, ale do pewnego momentu... ale jak sie musi czlowiek zrec w kazdym sklepie, to sie mu odechciewa xD choc musze przyznac, ze z zakupow zadowolonam xD a na jakie smaczki zesmy trafialy xD hehehehehhe. po wypiciu zimnej kawy w (uwaaagaaaaa!!!) Starbaksie, ruszylysmy podejrzanym tuktukiem na poszukiwanie marketu:
po zakupach pojechalismy na piekna kolacje i potem do Fantasea. Ale opisze to jak tylko znajde chwilke.... sorki.... pare zdjatek na "przepraszam" ;-)
The Sobota Day
We sobote trzeba niestety bylo wstac. Zapytacie po co? Hehehe, otoz na sniadanie xD Bo w naszym Katathani, w restauracji ChomTchalay wydawano je ino do 10:00. SKANDAL xD ehehehehheh! jakims cudem zwleklysmy sie z Tuoi (tak sie pisze to imie, a nie jak pisalam wczesniej Twee. Twee to sie czyta xD) i dowloklysmy na miejsce. Nawet nie pamietam ile kaw wypilam!
Po sniadaniu dolaczyl do nas Marcin. Obijalismy sie caly dzien lezac na lezakach, opalajac sie, pijac sok prosto z kokosa xD, walczylismy z duzymi falami morza Andamanskiego, plywalismy w basenie, na jacuzzi, znowu sie opalalismy.... hehehehe. sama nuda xD eehehehhehe. potem pojechalismy do najblizszej wioski - Kata i lazilismy po sklepach. ta czesc byla dosc nudna, wiec z niej szybko zrezygnowalismy na rzecz obiadku w Natalie's. Nie ma jak tajska kuchnia ;-) (nawiasem mowiac, mam juz jej dosc xD ja chce schabowy!!!!!)
tak, czy siak, maly smaczek podczas spaceru byl. wiedzieliscie kiedys cos takiego????
Po lazeniu wzdluz ulicznych stoisk, jedzeniu lodow o smaku lychee i arbuza, po ataku sprzedawcow skorzanych portfeli z krokodyla i innych takich luskowatych (powyzej 400 PLN kazdy. to jest w ogole legalne????????) zdecydowalismy sie wracac plaza.... zjedlismy tez troche zakupionych przez Tuoi rambutanow:
no i tutaj surprise surprise ;p nocna przechadzka goraca, pusta plaza po zachodzie slonca na cudownych plazach Phuket? Nigdy!!! xD ahahaha tyle, ile tam smigalo zwierzatek roznaj masci i rodzaju i ile na nas wlazlo, ilez dorodnych szczurow zesmy widzieli, tego kroniki nie pomieszcza. xD Tuoi krzyknela ;D zobaczyla jakies Bogu ducha winne stworzenie. Jak Marcin potwierdzil, ze on tez widzi cienie i inne takie, wlazla na mnie jaszczurka. Musze przyznac, ze dotyk jaszczurczych lapek byl calkiem delikatny, a samo wspomnienie, ze wlazlam jej na ogon przyprawia mnie o olbrzymie wyrzuty sumienia po dzis dzien. Jednakowoz wtedy wrzasnelam, Tuoi uciekla w kierunku drogi, wiec nie zostalo nam nic innego, jak tylko lezec ze smiechu na drodze z samych siebie i lezc dalej juz chodnikiem, oswietlonym metnym swiatlem latarni xD
zaskoczyly nas pewne 3 kobiety, w wieku ok. 10, 30 i 40, ktore jadac samotrzec na skuterze, zatrzymywaly sie co pare metrow i lapaly niewidoczne dla nas cosie do butelek. pare dni pozniej okazalo sie, to lapia bezbronne wieczorem mlode cykady, aby je potem nadziac na patyk i smazone sprzedawac lub podawac rodzinie... no coz, bialko... ponoc jest to przysmak cwiczacych MaiTai xD
po powrocie do Katathani spedzilismy wieczor przy basenie xD
Po sniadaniu dolaczyl do nas Marcin. Obijalismy sie caly dzien lezac na lezakach, opalajac sie, pijac sok prosto z kokosa xD, walczylismy z duzymi falami morza Andamanskiego, plywalismy w basenie, na jacuzzi, znowu sie opalalismy.... hehehehe. sama nuda xD eehehehhehe. potem pojechalismy do najblizszej wioski - Kata i lazilismy po sklepach. ta czesc byla dosc nudna, wiec z niej szybko zrezygnowalismy na rzecz obiadku w Natalie's. Nie ma jak tajska kuchnia ;-) (nawiasem mowiac, mam juz jej dosc xD ja chce schabowy!!!!!)
tak, czy siak, maly smaczek podczas spaceru byl. wiedzieliscie kiedys cos takiego????
benzyna w litrowych butelkach xD
Po lazeniu wzdluz ulicznych stoisk, jedzeniu lodow o smaku lychee i arbuza, po ataku sprzedawcow skorzanych portfeli z krokodyla i innych takich luskowatych (powyzej 400 PLN kazdy. to jest w ogole legalne????????) zdecydowalismy sie wracac plaza.... zjedlismy tez troche zakupionych przez Tuoi rambutanow:
no i tutaj surprise surprise ;p nocna przechadzka goraca, pusta plaza po zachodzie slonca na cudownych plazach Phuket? Nigdy!!! xD ahahaha tyle, ile tam smigalo zwierzatek roznaj masci i rodzaju i ile na nas wlazlo, ilez dorodnych szczurow zesmy widzieli, tego kroniki nie pomieszcza. xD Tuoi krzyknela ;D zobaczyla jakies Bogu ducha winne stworzenie. Jak Marcin potwierdzil, ze on tez widzi cienie i inne takie, wlazla na mnie jaszczurka. Musze przyznac, ze dotyk jaszczurczych lapek byl calkiem delikatny, a samo wspomnienie, ze wlazlam jej na ogon przyprawia mnie o olbrzymie wyrzuty sumienia po dzis dzien. Jednakowoz wtedy wrzasnelam, Tuoi uciekla w kierunku drogi, wiec nie zostalo nam nic innego, jak tylko lezec ze smiechu na drodze z samych siebie i lezc dalej juz chodnikiem, oswietlonym metnym swiatlem latarni xD
zaskoczyly nas pewne 3 kobiety, w wieku ok. 10, 30 i 40, ktore jadac samotrzec na skuterze, zatrzymywaly sie co pare metrow i lapaly niewidoczne dla nas cosie do butelek. pare dni pozniej okazalo sie, to lapia bezbronne wieczorem mlode cykady, aby je potem nadziac na patyk i smazone sprzedawac lub podawac rodzinie... no coz, bialko... ponoc jest to przysmak cwiczacych MaiTai xD
po powrocie do Katathani spedzilismy wieczor przy basenie xD
wtorek, 3 maja 2011
the piatek day - Wedding (UPDATE)
Przede wszystkim sorki za dlugie niepisanie, ale od rana do wieczora bylam zajeta, a noca siedziec na wolnym necie mi sie mialo chciane ;p hehehe
piatek od samego rana byl dniem dosc stresujacym, jako ze tuz po sniadaniu cwiczylam z tata Violi jego spicza, a on byl bardzo nerwowy i podekscytowany, co mi sie nieco udzielilo. bylysmy umowione z Viola i Lauren na make-up i fryzjera na 10, ale Tajowie maja na wszystko czas, wiec zaczelysmy dopiero kolo 11:30. Lauren poszla na pierwszy ogien do spoznionej Nadii, tzw. he-she, czyli transwestyty czy jak im tam. jest to facet przerobiony czesciowo na kobiete - nie ma kasy jescze na calkowita zmiane, wiec glos ma jeszcze meski, rysy twarzy tez, ale juz ma sztuczny biust i full makijazu. zachowuje sie jak nastolatka i jest bardzo glosna/glosny, a jak slyszy slowo "party" to cieszy sie jak dziecko. podobno to bardzo modne, aby isc na impreze z takim he-she. ale nie zdecydowalysmy sie, hehehheheh xD wspolczuje kolesiowi... dla mnie on jest taka parodia kobiety, nadal mezczyzna, ale on jest swiecie przekonany, ze jest kobieta i juz. Nadia...
ponizej na zdjeciu Lauren i "Nadia" xD
piatek od samego rana byl dniem dosc stresujacym, jako ze tuz po sniadaniu cwiczylam z tata Violi jego spicza, a on byl bardzo nerwowy i podekscytowany, co mi sie nieco udzielilo. bylysmy umowione z Viola i Lauren na make-up i fryzjera na 10, ale Tajowie maja na wszystko czas, wiec zaczelysmy dopiero kolo 11:30. Lauren poszla na pierwszy ogien do spoznionej Nadii, tzw. he-she, czyli transwestyty czy jak im tam. jest to facet przerobiony czesciowo na kobiete - nie ma kasy jescze na calkowita zmiane, wiec glos ma jeszcze meski, rysy twarzy tez, ale juz ma sztuczny biust i full makijazu. zachowuje sie jak nastolatka i jest bardzo glosna/glosny, a jak slyszy slowo "party" to cieszy sie jak dziecko. podobno to bardzo modne, aby isc na impreze z takim he-she. ale nie zdecydowalysmy sie, hehehheheh xD wspolczuje kolesiowi... dla mnie on jest taka parodia kobiety, nadal mezczyzna, ale on jest swiecie przekonany, ze jest kobieta i juz. Nadia...
ponizej na zdjeciu Lauren i "Nadia" xD
cala akcja fryzjer + make-up trwala nieskonczenie dlugo, bo nasi all-in-one fryzjero-wizazysci mieli mnostwo czasu dla siebie w miedzyczasie. plotkowali, smiali sie i wymyslali rozne glupotki. Viola, Lauren i ja bylysmy raczej coraz bardziej nerwowe, gdyz caly wedding-schedule byl ilozony co do minuty, wiec czas uciekal... Jak Lauren usiadla do make-upu i fryzury o 12:00, to ja skonczyli kolo 15!!!!!!!!! Viola na szczescie, jako panna mloda, byla od poczatkudo konca "robiona" przez jedna kobitke, wiec szczesliwie skonczyla tez kolo 15. Ja o 15 dopiero usiadlam na krzesle... nadal obsluga uwazala, ze ma mnostwo czasu, a jak mowili: 10 minut, znaczy ze jeszcze conajmniej pol godzinym im to zajmie. Jak juz dochodzila 16 i Viola nerwowo wydzwaniala do salonu, bo byl czas na ubieranie sie i jej (co w przypadku sukni weselnej zajmuje wiecej czasu, a mialam jej pomoc), mowili: jeszcze 5 min, a skonczyli 16:20.moj make -up byl nie di uwierzenia sztuczny, mial z 1001 warstw samego tynku, a he-she uzyl blyszczacego cienia do powiek jako rozu, ktory kolorystycznie do mnie nie pasowal xD poprawilam go nieco sama, pomalowalam oczy maskara, no ale w koncu wygladalam calkiem niezle. Mialam 5 minut, aby sie przebrac, pobiec do pokoju Violi i zaczac sesje foto. w miedzy czasie 2 umowione osoby, Suzi i Tina, nie mogly skorzystac z uslug fryzjerskich, bo fryzjerzy nie byli gotowi. ech....
w miedzy czasie dotarla moja sukienka od krawca (jako ze z poczatku byla jakies 3 rozmiary za duza) i okazalo sie, ze..... nadal byla za duza!!!! nie wspominajac juz, ze buty byly za male i kupowalysmy nowe ;D zawolalysmy krawca, i na zywca, jak mialam robiony make up i fryz, zszywal ja bardziej, zeby nie spadla ;p nie moglam do niej ubrac stanika, a ramiaczka byly za dlugie. no ale na szczescie dali rade ;p hehehehehhe
jak juz sie przebralam w trybie Super Express u Violi w lazience, a Tina i Lauren daly rade jej pomoc w ubieraniu sukienki, wkroczyl fotograf i zaczela sie sesja :) zdjecia wyszly super, mam nadzieje, ze je dostane ;D widoczki wprost nie do uwierzenia piekne...
elektryczne autko zabralo nas (spoznione, a jakze) na miejsce slubu. najpier wlazlysmy do "szatni" i czekalysmy, az nas organizator wezwie. w miedzy czasie robilysmy zdjecia xD i krecilysmy beke z kwiatkow, trzymajac je do gory "nogami" xD
potem wezwano nas juz na miejsce... jako pierwsza wyszlam ja (swiadek), potem Lauren, a potem Viola z tata. Pan mlody ze swiadkami czekal juz przy "stole", razem z celebrantem, ktory krecil sobie z nimi beke :) cala ceremonia nie trwala dlugo, moze 15 minut, byla bardzo wesola i kolorowa. no i sluby sa jednak bardzo wzruszajace.... nie da sie ukryc :-)
ponizej pare zdjatek. xD
zaraz dodam reszte. musze isc na wspolny obiad xD
no dobra, moze uda mi sie dokonczyc opowiesci ;D wlasnie siedzimy z Marcinem w jednym z najwiekszych szopingowych molow w poludniowo-wschodniej Azji, MBK. tuz obok mamy drugi, ekskluzywniejszy, Siam Paragon. Masakra! ponad 4000 sklepow na 500 000 m2.... dramat. a my szukamy aparatu, bo moj zamokl i sie zacial i nie moge robic zdjec. no a nie wyobrazam sobie, zeby bedac w Bangkoku nie robic zdjec... dramat, brrrr! no a ze naprawa mojego potrwalaby jakies 2 tygodnie, to musze kupic nowy. ale przyznaje, dostaje nieco oczaplasu jak patrze na aparaty i ceny..... no i nie moge sie zdecydowac. No ale ale!!! marudzenie na bok. Musze dokonczyc opowiesc o slubie!
Takowoz, po wzruszajacej chwili wymiany slubowania z bekowym celebrantem, po chwili skladania zyczen i zdjec ze sloniatkiem Nadia, jak juz moj makijaz przypominal jeden wielki dramat i czulam, ze splywa, postanowilam sie nim nie przejmowac xD usiedlismy do stolu (zdjecie u gory). Przy bridal table siedzieli od lewej: Bruno, Tom, Adam, Viola, ja i Lauren. DO wyboru szwedzki bufet z daniami australijsko-europejsko-tajskimi ;D nie bylo mowy o tym, aby wszystkiego sprobowac, bo gdyz albowiem jak na kazdym weselu, jedzenia bylo wiecej niz gosci xD hahaha! Po obiado-kolacji zaczely sie przemowienia i spicze... po krotkiej, acz tresciwej i zabawnej przemowie Toma, Adam-senior (tata Violi) drazcym od przejecia glosem mowil bardzo cieplo o corce i przywital ziecia w rodzinie. Po tej przemowie wkroczywszy blondynka xD musze powiedziec, ze mialam problem z napisaniem przemowy, bo ja - nie znajac Adama - nie wiedzialam, co o nim powiedziec xD No ale fortelem sie wycwanilam xD mowiac, ze podczas rozmowy telefoniocznej dobre wrazenie zrobic (co jest zgodne z prawda) i ze chetnie go poznam xD hahaha. musze gdzies odgrzebac z walizki te moje spisane slowa, to je moze tu wrzuce.
Po przemowach i zimnych drineczkach, winku itd itp na to nasze venue wjechaly lodowe rzezby dwoch labedzi, ktore po lekkim stopieniu przypominaly bardziej pawie ze zdobnymi ogonami ;-) ale pawie to tez ladne ptaszki, czyz nie? tuz potem odbyl sie pokaz tancow polinezyjskich, ktore - musze przyznac - dosc mnie zafascynowaly. moze ze wzgledu na to, ze tancerze mieli super fajne tatuaze xD hehehhe ;-) co zrobila Gosia? upolowala takiego pana do zdjecia xD
jakby sie ktosa pytal, to pan jest bardzo groznym wojownikiem xD mam tu nawet filmik ;D
po pokazie, ktorego elementy w kulturze europejskiej uznano by pewnikiem za wulgarne xD, wszyscy pozostawali pod ogromnym wrazeniem tego, co zobaczyli. Jeszcze dlugo o tym dyskutowano, a Tom - swiadek - probowal z dosc marnym efektem zagonic wszystkich na parkiet :-) w koncu jednak jego wysilki zostaly nagrodzone, gdyz wszyscy poslusznie tanczyli w takt piosenek DJ Olle, szwedzkiego DJa, ktory z jakiegos powodu pracuje i mieszka wlasnie w Tajlandii. Muzyczka byla skoczna, wspolczena, klubowa. Niestety taczyc i swawolic mona bylo ino do polnocy, bo gdyz albowiem obsluga zamykala wszystko o 24. czesc krzesel i stolow byla wynoszona jzu szybciej, bo pojawil sie na 10minut nieproszony gosc, tropikalny deszcz. No ale bron Boze nikogo nie wykurzyl ;) wszyscy bawili sie dalej. a zmeczone dzieci zlozyly sobie na sali po dwa krzesla i jak jeden maz, mimo wrzaskliwych dzwiekow glosnika, spaly sobie slodko. Nawet odrobinke nie wzruszyla ich przerobka popularnej piosenki, w ktora wlozono dzikie slowa: "I wanna F#%& you all night" ;D
po zamknieciu sali weselnej, goscie przeniesli sie na nasze "stale" wieczorne miejsce spotkan przy basenie xD wszyscy straznicy, ktorzy pilnowali porzadku i normalnie zabraniali wlazic do wody po 22, usmiechali sie,pytali czy wszystko jest ok i szli sobie dalej zbierac swoje cykady z drzew do magicznych butelek....
po calym tym intensywnym dniu z przyjemnoscia zasnelam o jakiejs straszliwejnocnej godzinie xD
czwartek, 28 kwietnia 2011
The Czwartek Day (UPDATE)
Dzis mam ino chwilke, aby napisac xD wczorajsze lenistwo zakonczylo sie dzis o 3 nad ranem :) siedzielismy nad brzegiem basenu wsrod palm i poruszalismy tematy iscie filozoficzne. Marcin biedak jest zakatarzony, co w tym goracym klimacie jest iscie nieprawdopodobne ;p chorobsko przywiozl ze soba az z Polski :] miejmy nadzieje, ze szybko dojdzie do siebie! a widok zakatarzonej osoby wsrod palm na tropikalnej wyspie jest niesamowity!
Pilismy najpierw drineczki w wydrazonym ananasie,
potem tradycyjnie pytalam kelnera na jaki drink wygladam, wiec stwierdzil, ze na blue lagoon :D wstawie pozniej zdjecia, bo pare mam :D potem pilismy przy basenie niemieckie piwo LEO, ktore ja "z profilu" pomylilam (zyjac uluda, sniac na jawie, hahaha) z LECHem ;D heheheheheh.
dzis z kolei po Australijsko-Polskiej dyskusji z samego rana przy kawie, polazlam w nowiutkim bikini na plaze xD kapalam sie w oceanie! dzis sa silne fale, ale odczucie niesamowite :) prad jest tu silny, fale wysokie, potem nagle znow zupelnie spokojne - woda bardzo slona. Nawet nie pamietalam, ze "walka" z falai moze byc tak relaksujaca i dodajaca sil!!! potem bylo przygotowanie do wesela, jako ze jako druchna musze wszystko wiedziec :D sukienka okazala sie mega za duza, a buty mega za male xD hahahaha. no i wlasnie jedziemy kupic jakies nowe buty, a sukienka wlasnie jest u krawca ;D przemily Hindu-Thai pan za grosze zmienia w tej sukience wszystko ;D moze uszyje sobie tam jakis ciuch? xD
mam dosc kremow i olejkow do opalania. nie dosc, ze w tym sloncu trzeba sie smarowac czesto i gesto, to czuje sie jak jedno wielkie opakowanie kremu xD i do tego mam na sobie spray na komary, ktory sie blyszczy i jest mega intensywny... no ale juz mnie pozarlo ze 12 komarow (na szczescie nic mi nie jest i to byly jakie niedorobione komary :D :D :D), wiec musze o siebie dbac xD
ok, koncze. postaram sie potem powstawiac zdjecia xD teraz zakupy w Patong,
a potem szampan na zaproszenie rodzicow panny mlodej przy basenie :) no ale dzis trzeba grzecznie isc spac, bo jutro jest TEN DZIEN xD kolorowy zawrot glowy!!!
pozdroweczki ;D jer gan mai :D
apdejt: po basenie poszlismy jeszcze na kolacje do wloskiej restauracji La Scala. Tajlandia zakochana jest we wloskim jedzeniu! Po wykurzeniu naszym spiewem innych gosci, po spiewaniu i tanczeniu w akompaniamencie pianina wszystkich znanych miedzynarodowo romatycznych piosenek, kiedy wszystkie panie otrzymaly roze, zrobilismy sobie zdjecia ;D
Pilismy najpierw drineczki w wydrazonym ananasie,
potem tradycyjnie pytalam kelnera na jaki drink wygladam, wiec stwierdzil, ze na blue lagoon :D wstawie pozniej zdjecia, bo pare mam :D potem pilismy przy basenie niemieckie piwo LEO, ktore ja "z profilu" pomylilam (zyjac uluda, sniac na jawie, hahaha) z LECHem ;D heheheheheh.
dzis z kolei po Australijsko-Polskiej dyskusji z samego rana przy kawie, polazlam w nowiutkim bikini na plaze xD kapalam sie w oceanie! dzis sa silne fale, ale odczucie niesamowite :) prad jest tu silny, fale wysokie, potem nagle znow zupelnie spokojne - woda bardzo slona. Nawet nie pamietalam, ze "walka" z falai moze byc tak relaksujaca i dodajaca sil!!! potem bylo przygotowanie do wesela, jako ze jako druchna musze wszystko wiedziec :D sukienka okazala sie mega za duza, a buty mega za male xD hahahaha. no i wlasnie jedziemy kupic jakies nowe buty, a sukienka wlasnie jest u krawca ;D przemily Hindu-Thai pan za grosze zmienia w tej sukience wszystko ;D moze uszyje sobie tam jakis ciuch? xD
mam dosc kremow i olejkow do opalania. nie dosc, ze w tym sloncu trzeba sie smarowac czesto i gesto, to czuje sie jak jedno wielkie opakowanie kremu xD i do tego mam na sobie spray na komary, ktory sie blyszczy i jest mega intensywny... no ale juz mnie pozarlo ze 12 komarow (na szczescie nic mi nie jest i to byly jakie niedorobione komary :D :D :D), wiec musze o siebie dbac xD
ok, koncze. postaram sie potem powstawiac zdjecia xD teraz zakupy w Patong,
a potem szampan na zaproszenie rodzicow panny mlodej przy basenie :) no ale dzis trzeba grzecznie isc spac, bo jutro jest TEN DZIEN xD kolorowy zawrot glowy!!!
pozdroweczki ;D jer gan mai :D
apdejt: po basenie poszlismy jeszcze na kolacje do wloskiej restauracji La Scala. Tajlandia zakochana jest we wloskim jedzeniu! Po wykurzeniu naszym spiewem innych gosci, po spiewaniu i tanczeniu w akompaniamencie pianina wszystkich znanych miedzynarodowo romatycznych piosenek, kiedy wszystkie panie otrzymaly roze, zrobilismy sobie zdjecia ;D
środa, 27 kwietnia 2011
Part 2 - Dzien tzw. kolejny xD
Dzisiaj poza pobudka na sniadanie (znowu pyszne owocki!!!!!!!!!! i kawka xD) musilam isc do fryzjera. no i rzec musze, ze ceirpliwosci mi nie starczylo ;D jak ktos slabo mowi po angielsku, to nie wytlumaczy sie, co sie chce xD no ale wyszlam z ladna fryzurka i kwiatkiem we wlosach. o, takim:
i caly czas mam go we wlosach xD orchidee znaczy xD
a teraz poleze chyba kupic bikini i wykapie sie na pieknej plazy.... xD achhh :) nie ma jak odrobina slodkiego lenistwa!!!! to si ju ol ;-)
pozdroweczki!!!!!!!!!
i caly czas mam go we wlosach xD orchidee znaczy xD
a teraz poleze chyba kupic bikini i wykapie sie na pieknej plazy.... xD achhh :) nie ma jak odrobina slodkiego lenistwa!!!! to si ju ol ;-)
pozdroweczki!!!!!!!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



























