piątek, 6 maja 2011

Ciag dalszy xD

AloHa xD

teraz pisze juz z Bangkoku, gdzie siedzimy z Marcinem w kafejce. czas mi sie konczy, wiec dalszy update bloga przeprowadze moze jutro xD

tesknie juz za wami.... a teraz leze kupowac aparat xD bo mi zamokl i zacial sie po walce na kajaki ;p

SUNday!!!

Niedziela zaczela sie rowniez od trudnego poranka xD po mozolnym (hehehehhehehe) tropikalnym sniadanku z pysznymi owocami, Viola, jej mama, Tuoi i ja pojechalysmy na zakupy do Phuket City xD Wspominalam juz, ze nie znosze targowania sie? To jest zabawne, ale do pewnego momentu... ale jak sie musi czlowiek zrec w kazdym sklepie, to sie mu odechciewa xD choc musze przyznac, ze z zakupow zadowolonam xD a na jakie smaczki zesmy trafialy xD hehehehehhe. po wypiciu zimnej kawy w (uwaaagaaaaa!!!) Starbaksie, ruszylysmy podejrzanym tuktukiem na poszukiwanie marketu:
 



 po zakupach pojechalismy na piekna kolacje i potem do Fantasea. Ale opisze to jak tylko znajde chwilke.... sorki.... pare zdjatek na "przepraszam" ;-)

















The Sobota Day

We sobote trzeba niestety bylo wstac. Zapytacie po co? Hehehe, otoz na sniadanie xD Bo w naszym Katathani, w restauracji ChomTchalay wydawano je ino do 10:00. SKANDAL xD ehehehehheh! jakims cudem zwleklysmy sie z Tuoi (tak sie pisze to imie, a nie jak pisalam wczesniej Twee. Twee to sie czyta xD) i dowloklysmy na miejsce. Nawet nie pamietam ile kaw wypilam!


Po sniadaniu dolaczyl do nas Marcin. Obijalismy sie caly dzien lezac na lezakach, opalajac sie, pijac sok prosto z kokosa xD, walczylismy z duzymi falami morza Andamanskiego, plywalismy w basenie, na jacuzzi, znowu sie opalalismy.... hehehehe. sama nuda xD eehehehhehe. potem pojechalismy do najblizszej wioski - Kata i lazilismy po sklepach. ta czesc byla dosc nudna, wiec z niej szybko zrezygnowalismy na rzecz obiadku w Natalie's. Nie ma jak tajska kuchnia ;-) (nawiasem mowiac, mam juz jej dosc xD ja chce schabowy!!!!!)
tak, czy siak, maly smaczek podczas spaceru byl. wiedzieliscie kiedys cos takiego????


benzyna w litrowych butelkach xD

Po lazeniu wzdluz ulicznych stoisk, jedzeniu lodow o smaku lychee i arbuza, po ataku sprzedawcow skorzanych portfeli z krokodyla i innych takich luskowatych (powyzej 400 PLN kazdy. to jest w ogole legalne????????) zdecydowalismy sie wracac plaza.... zjedlismy tez troche zakupionych przez Tuoi rambutanow:

no i tutaj surprise surprise ;p nocna przechadzka goraca, pusta plaza po zachodzie slonca na cudownych plazach Phuket? Nigdy!!! xD ahahaha tyle, ile tam smigalo zwierzatek roznaj masci i rodzaju i ile na nas wlazlo, ilez dorodnych szczurow zesmy widzieli, tego kroniki nie pomieszcza. xD Tuoi krzyknela ;D zobaczyla jakies Bogu ducha winne stworzenie. Jak Marcin potwierdzil, ze on tez widzi cienie i inne takie, wlazla na mnie jaszczurka. Musze przyznac, ze dotyk jaszczurczych lapek byl calkiem delikatny, a samo wspomnienie, ze wlazlam jej na ogon przyprawia mnie o olbrzymie wyrzuty sumienia po dzis dzien. Jednakowoz wtedy wrzasnelam, Tuoi uciekla w kierunku drogi, wiec nie zostalo nam nic innego, jak tylko lezec ze smiechu na drodze z samych siebie i lezc dalej juz chodnikiem, oswietlonym metnym swiatlem latarni xD

zaskoczyly nas pewne 3 kobiety, w wieku ok. 10, 30 i 40, ktore jadac samotrzec na skuterze, zatrzymywaly sie co pare metrow i lapaly niewidoczne dla nas cosie do butelek. pare dni pozniej okazalo sie, to lapia bezbronne wieczorem mlode cykady, aby je potem nadziac na patyk i smazone sprzedawac lub podawac rodzinie... no coz, bialko... ponoc jest to przysmak cwiczacych MaiTai xD

po powrocie do Katathani spedzilismy wieczor przy basenie xD

wtorek, 3 maja 2011

the piatek day - Wedding (UPDATE)

Przede wszystkim sorki za dlugie niepisanie, ale od rana do wieczora bylam zajeta, a noca siedziec na wolnym necie mi sie mialo chciane ;p hehehe

piatek od samego rana byl dniem dosc stresujacym, jako ze tuz po sniadaniu cwiczylam z tata Violi jego spicza, a on byl bardzo nerwowy i podekscytowany, co mi sie nieco udzielilo. bylysmy umowione z Viola i Lauren na make-up i fryzjera na 10, ale Tajowie maja na wszystko czas, wiec zaczelysmy dopiero kolo 11:30. Lauren poszla na pierwszy ogien do spoznionej Nadii, tzw. he-she, czyli transwestyty czy jak im tam. jest to facet przerobiony czesciowo na kobiete - nie ma kasy jescze na calkowita zmiane, wiec glos ma jeszcze meski, rysy twarzy tez, ale juz ma sztuczny biust i full makijazu. zachowuje sie jak nastolatka i jest bardzo glosna/glosny, a jak slyszy slowo "party" to cieszy sie jak dziecko. podobno to bardzo modne, aby isc na impreze z takim he-she. ale nie zdecydowalysmy sie, hehehheheh xD wspolczuje kolesiowi... dla mnie on jest taka parodia kobiety, nadal mezczyzna, ale on jest swiecie przekonany, ze jest kobieta i juz. Nadia...
ponizej na zdjeciu Lauren i "Nadia" xD
cala akcja fryzjer + make-up trwala nieskonczenie dlugo, bo nasi all-in-one fryzjero-wizazysci mieli mnostwo czasu dla siebie w miedzyczasie. plotkowali, smiali sie i wymyslali rozne glupotki. Viola, Lauren i ja bylysmy raczej coraz bardziej nerwowe, gdyz caly wedding-schedule byl ilozony co do minuty, wiec czas uciekal... Jak Lauren usiadla do make-upu i fryzury o 12:00, to ja skonczyli kolo 15!!!!!!!!! Viola na szczescie, jako panna mloda, byla od poczatkudo konca "robiona" przez jedna kobitke, wiec szczesliwie skonczyla tez kolo 15. Ja o 15 dopiero usiadlam na krzesle... nadal obsluga uwazala, ze ma mnostwo czasu, a jak mowili: 10 minut, znaczy ze jeszcze conajmniej pol godzinym im to zajmie. Jak juz dochodzila 16 i Viola nerwowo wydzwaniala do salonu, bo byl czas na ubieranie sie i jej (co w przypadku sukni weselnej zajmuje wiecej czasu, a mialam jej pomoc), mowili: jeszcze 5 min, a skonczyli 16:20.moj make -up byl nie di uwierzenia sztuczny, mial z 1001 warstw samego tynku, a he-she uzyl blyszczacego cienia do powiek jako rozu, ktory kolorystycznie do mnie nie pasowal xD poprawilam go nieco sama, pomalowalam oczy maskara, no ale w koncu wygladalam calkiem niezle. Mialam 5 minut, aby sie przebrac, pobiec do pokoju Violi i zaczac sesje foto. w miedzy czasie 2 umowione osoby, Suzi i Tina, nie mogly skorzystac z uslug fryzjerskich, bo fryzjerzy nie byli gotowi. ech....

w miedzy czasie dotarla moja sukienka od krawca (jako ze z poczatku byla jakies 3 rozmiary za duza) i okazalo sie, ze..... nadal byla za duza!!!! nie wspominajac juz, ze buty byly za male i kupowalysmy nowe ;D zawolalysmy krawca, i na zywca, jak mialam robiony make up i fryz, zszywal ja bardziej, zeby nie spadla ;p nie moglam do niej ubrac stanika, a ramiaczka byly za dlugie. no ale na szczescie dali rade ;p hehehehehhe

jak juz sie przebralam w trybie Super Express u Violi w lazience, a Tina i Lauren daly rade jej pomoc w ubieraniu sukienki, wkroczyl fotograf i zaczela sie sesja :) zdjecia wyszly super, mam nadzieje, ze je dostane ;D widoczki wprost nie do uwierzenia piekne...

elektryczne autko zabralo nas (spoznione, a jakze) na miejsce slubu. najpier wlazlysmy do "szatni" i czekalysmy, az nas organizator wezwie. w miedzy czasie robilysmy zdjecia xD i krecilysmy beke z kwiatkow, trzymajac je do gory "nogami" xD

potem wezwano nas juz na miejsce... jako pierwsza wyszlam ja (swiadek), potem Lauren, a potem Viola z tata. Pan mlody ze swiadkami czekal juz przy "stole", razem z celebrantem, ktory krecil sobie z nimi beke :) cala ceremonia nie trwala dlugo, moze 15 minut, byla bardzo wesola i kolorowa. no i sluby sa jednak bardzo wzruszajace.... nie da sie ukryc :-)
ponizej pare zdjatek. xD






zaraz dodam reszte. musze isc na wspolny obiad xD

no dobra,  moze uda mi sie dokonczyc opowiesci ;D wlasnie siedzimy z Marcinem w jednym z najwiekszych szopingowych molow w poludniowo-wschodniej Azji, MBK. tuz obok mamy drugi, ekskluzywniejszy, Siam Paragon. Masakra! ponad 4000 sklepow na 500 000 m2.... dramat. a my szukamy aparatu, bo moj zamokl i sie zacial i nie moge robic zdjec. no a nie wyobrazam sobie, zeby bedac w Bangkoku nie robic zdjec... dramat, brrrr! no a ze naprawa mojego potrwalaby jakies 2 tygodnie, to musze kupic nowy. ale przyznaje, dostaje nieco oczaplasu jak patrze na aparaty i ceny..... no i nie moge sie zdecydowac. No ale ale!!! marudzenie na bok. Musze dokonczyc opowiesc o slubie!

Takowoz, po wzruszajacej chwili wymiany slubowania z bekowym celebrantem, po chwili skladania zyczen i zdjec ze sloniatkiem Nadia, jak juz moj makijaz przypominal jeden wielki dramat i czulam, ze splywa, postanowilam sie nim nie przejmowac xD usiedlismy do stolu (zdjecie u gory). Przy bridal table siedzieli od lewej: Bruno, Tom, Adam, Viola, ja i Lauren. DO wyboru szwedzki bufet z daniami australijsko-europejsko-tajskimi ;D nie bylo mowy o tym, aby wszystkiego sprobowac, bo gdyz albowiem jak na kazdym weselu, jedzenia bylo wiecej niz gosci xD hahaha! Po obiado-kolacji zaczely sie przemowienia i spicze... po krotkiej, acz tresciwej i zabawnej przemowie Toma, Adam-senior (tata Violi) drazcym od przejecia glosem mowil bardzo cieplo o corce i przywital ziecia w rodzinie. Po tej przemowie wkroczywszy blondynka xD musze powiedziec, ze mialam problem z napisaniem przemowy, bo ja - nie znajac Adama - nie wiedzialam, co o nim powiedziec xD No ale fortelem sie wycwanilam xD mowiac, ze podczas rozmowy telefoniocznej dobre wrazenie zrobic (co jest zgodne z prawda) i ze chetnie go poznam xD hahaha. musze gdzies odgrzebac z walizki te moje spisane slowa, to je moze tu wrzuce.

Po przemowach i zimnych drineczkach, winku itd itp na to nasze venue wjechaly lodowe rzezby dwoch labedzi, ktore po lekkim stopieniu przypominaly bardziej pawie ze zdobnymi ogonami ;-) ale pawie to tez ladne ptaszki, czyz nie? tuz potem odbyl sie pokaz tancow polinezyjskich, ktore - musze przyznac - dosc mnie zafascynowaly. moze ze wzgledu na to, ze tancerze mieli super fajne tatuaze xD hehehhe ;-) co zrobila Gosia? upolowala takiego pana do zdjecia xD




jakby sie ktosa pytal, to pan jest bardzo groznym wojownikiem xD mam tu nawet filmik ;D

 

po pokazie, ktorego elementy w kulturze europejskiej uznano by pewnikiem za wulgarne xD, wszyscy pozostawali pod ogromnym wrazeniem tego, co zobaczyli. Jeszcze dlugo o tym dyskutowano, a Tom - swiadek - probowal z dosc marnym efektem zagonic wszystkich na parkiet :-) w koncu jednak jego wysilki zostaly nagrodzone, gdyz wszyscy poslusznie tanczyli w takt piosenek DJ Olle, szwedzkiego DJa, ktory z jakiegos powodu pracuje i mieszka wlasnie w Tajlandii. Muzyczka byla skoczna, wspolczena, klubowa. Niestety taczyc i swawolic mona bylo ino do polnocy, bo gdyz albowiem obsluga zamykala wszystko o 24. czesc krzesel i stolow byla wynoszona jzu szybciej, bo pojawil sie na 10minut nieproszony gosc, tropikalny deszcz. No ale bron Boze nikogo nie wykurzyl ;) wszyscy bawili sie dalej. a zmeczone dzieci zlozyly sobie na sali po dwa krzesla i jak jeden maz, mimo wrzaskliwych dzwiekow glosnika, spaly sobie slodko. Nawet odrobinke nie wzruszyla ich przerobka popularnej piosenki, w ktora wlozono dzikie slowa: "I wanna F#%& you all night" ;D

po zamknieciu sali weselnej, goscie przeniesli sie na nasze "stale" wieczorne miejsce spotkan przy basenie xD wszyscy straznicy, ktorzy pilnowali porzadku i normalnie zabraniali wlazic do wody po 22, usmiechali sie,pytali czy wszystko jest ok i szli sobie dalej zbierac swoje cykady z drzew do magicznych butelek....

po calym tym intensywnym dniu z przyjemnoscia zasnelam o jakiejs straszliwejnocnej godzinie xD