czwartek, 28 kwietnia 2011

The Czwartek Day (UPDATE)

Dzis mam ino chwilke, aby napisac xD wczorajsze lenistwo zakonczylo sie dzis o 3 nad ranem :) siedzielismy nad brzegiem basenu wsrod palm i poruszalismy tematy iscie filozoficzne. Marcin biedak jest zakatarzony, co w tym goracym klimacie jest iscie nieprawdopodobne ;p chorobsko przywiozl ze soba az z Polski :] miejmy nadzieje, ze szybko dojdzie do siebie! a widok zakatarzonej osoby wsrod palm na tropikalnej wyspie jest niesamowity!

Pilismy najpierw drineczki w wydrazonym ananasie,


potem tradycyjnie pytalam kelnera na jaki drink wygladam, wiec stwierdzil, ze na blue lagoon :D wstawie pozniej zdjecia, bo pare mam :D potem pilismy przy basenie niemieckie piwo LEO, ktore ja "z profilu" pomylilam (zyjac uluda, sniac na jawie, hahaha) z LECHem ;D heheheheheh.

dzis z kolei po Australijsko-Polskiej dyskusji z samego rana przy kawie, polazlam w nowiutkim bikini na plaze xD kapalam sie w oceanie! dzis sa silne fale, ale odczucie niesamowite :) prad jest tu silny, fale wysokie, potem nagle znow zupelnie spokojne - woda bardzo slona. Nawet nie pamietalam, ze "walka" z falai moze byc tak relaksujaca i dodajaca sil!!! potem bylo przygotowanie do wesela, jako ze jako druchna musze wszystko wiedziec :D sukienka okazala sie mega za duza, a buty mega za male xD hahahaha. no i wlasnie jedziemy kupic jakies nowe buty, a sukienka wlasnie jest u krawca ;D przemily Hindu-Thai pan za grosze zmienia w tej sukience wszystko ;D moze uszyje sobie tam jakis ciuch? xD

mam dosc kremow i olejkow do opalania. nie dosc, ze w tym sloncu trzeba sie smarowac czesto i gesto, to czuje sie jak jedno wielkie opakowanie kremu xD i do tego mam na sobie spray na komary, ktory sie blyszczy i jest mega intensywny... no ale juz mnie pozarlo ze 12 komarow (na szczescie nic mi nie jest i to byly jakie niedorobione komary :D :D :D), wiec musze o siebie dbac xD

ok, koncze. postaram sie potem powstawiac zdjecia xD teraz zakupy w Patong,


a potem szampan na zaproszenie rodzicow panny mlodej przy basenie :) no ale dzis trzeba grzecznie isc spac, bo jutro jest TEN DZIEN xD kolorowy zawrot glowy!!!


pozdroweczki ;D jer gan mai :D

apdejt: po basenie poszlismy jeszcze na kolacje do wloskiej restauracji La Scala. Tajlandia zakochana jest we wloskim jedzeniu! Po wykurzeniu naszym spiewem innych gosci, po spiewaniu i tanczeniu w akompaniamencie pianina wszystkich znanych miedzynarodowo romatycznych piosenek, kiedy wszystkie panie otrzymaly roze, zrobilismy sobie zdjecia ;D

środa, 27 kwietnia 2011

Part 2 - Dzien tzw. kolejny xD

Dzisiaj poza pobudka na sniadanie (znowu pyszne owocki!!!!!!!!!! i kawka xD) musilam isc do fryzjera. no i rzec musze, ze ceirpliwosci mi nie starczylo ;D jak ktos slabo mowi po angielsku, to nie wytlumaczy sie, co sie chce xD no ale wyszlam z ladna fryzurka i kwiatkiem we wlosach. o, takim:
i caly czas mam go we wlosach xD orchidee znaczy xD
a teraz poleze chyba kupic bikini i wykapie sie na pieknej plazy.... xD achhh :) nie ma jak odrobina slodkiego lenistwa!!!!  to si ju ol ;-)

pozdroweczki!!!!!!!!!

Panienski dnio-wieczor Violi

tuz po sniadaniu zaplanowane byly masaze w tutejszym SPA xD lejter bede miala nieco zdjec, bo inne kobitki pstrykaly. Blondynka nie miala wtedy jeszcze baterii w aparacie xD mialo sie rozpoczac o 10, ale tutaj wszyscy sa mega zrelaksowani jesli chodzi o czas, wiec pani tajka powiedziala, ze mamy przyjsc po 11, bo teraz wszyscy sa zajeci xD Bride-to-be nie byla of korZ zachwycona, ale sytuacje uratowaly 3 szampany i tace owocow przyniesione nam na piekny trawnik wsrod palm xD taki wlasnie: (zdjecia z nami lejter)

nie musze wspominac, ze picie szampana wprost na goracym sloncu szybko daje efekty w postaci glupawki. dobrze, ze nie bylo go wiecej. dla ochlody stopilam sobie na skorze byskawicznie ze 3 kostki lodu xD
po takich babskich pogaduszkach (o pogodzie, osrodku i jego organizacji,weselu, planach na dzien, mezach, ojcach, mezczyznach w ogole i dzieciach) rozpoczal sie rytual masazowy :) Panie daly nam do wyboru kolor lakieru do paznokci i zapach olejkow do masazu. ja oczywiscie wybralam rozowy lakier (jaki inny moglam wziac???!!!) i olejek z bergamotka i pieprzem xD

w pokoiku trzeba bylo wyskoczyc ze spodniczki i bluzki i pozostac jedynie w spodniej czesci bielizny :) owinieta recznikiem, po wypelnieniu interview i potwierdzeniu, ze sama ponosze wszelkie konsekwencje, rozpoczelam podroz po swiecie swoich miesni. Okrylam nieznane mi dotad miejsca, ktore wypalily sie w mojej pamieci juz do konca zycia. Pani Tajka weszla na stol, na ktorym lezalam i masowala mnie rekami i nogami. stwierdzila, zem bardzo zestresowana, bo niektore miesnie mam jak kamien. i wyobrazcie sobie, zaczela mnie z piesci okladac w tych miejscach. Jejuniu, co za uczucie.... pomimo klimatyzacji bylo mi piekielnie goraca, a Pani Tajce przez chwile grozil lewy sierpowy ode mnie xD no ale ona taka malutka byla i co chwile mnie przepraszala za wszystko xD no to coz zrobic, wybaczylam :)

co do manicure i pedicure: sama robie lepiej xD ale tutaj te kobietki sa od wszystkiego: masazy, paznokci, kosmetyki w ogole, wiec ja tam i tak jestem zadowolona ;) no i nic na swiecie nie zastapi uczucia, ze ty lezysz, a dokola ciebie skacza i obsluguja. az czlowiekowi glupio sie robi ;-)

po masazu i innych zabiegach, cale zrelaksowane i pachnace olejkami, dopilysmy resztke szampana xD i poszlysmy na lekcje tajskiej kuchni!!! ;-) w skrocie mozna rzec, ze to jest tak: woda, warzywa, mieso + sto milionow roznych przypraw xD nauczylam sie po ichniemu robic krewetki, zielone curry, kurczaka i zupe warzywna ;-) ino jakim cudem uda mi sie w tej mojej jednej walizce tyle przypraw przywiezc...????!!!! help xD nadam na poczcie :D

oczywiscie to, co ugotowalysmy, moglysmy pozniej zjesc. uffff, gorace dania, pikantne, 30 stopni upal... LOL. to byl wyczyn godny.. hmmm... no dobra, Blondynki :) dla Violi, Lauren i dla mnie nastepnym punktem programu byl probny makijaz i fryzura. No ale ale, surprise surprise: mimo, ze bylysmy umowione na 16, to pani Tajka powiedziala: za godzine xD heheheh. wzielam wiec prysznic i odswiezone pisalysmy dla Violi zyczenia na specjalnym papierze xD i wiecie co? Lola nie uwierzy: dziewczyny kazaly mi pisac, bo ponoc pisze ladniej od nich xD !!!!!!!! ha! ktos docenil moj artyzm!!!!!!!!! xD i ten artystyczny moj nielad xD

jak wrocilysmy do fryzjerko-kosmtyczko-wizazystko-stylistki, przyjal nas jeszcze ktos!!!!!!! Tzw. Lady Man ;D To taki pan, co to panem sie urodzil, ale wyglada na kobiete, ubiera sie jak kobieta i zachowuje jak (nie przymierzajac ;-)) blondyneczka, z duza eksresja i przesada, a jak slyszy slowo: party, to tanczy z szalona radoscia xD

usluga ta, aczkolwiek zaskakujaca, byla mila. choc ja nie lubie, jak ktos mi dekoruje policzki uzywajac perlowych cieni do powiek jako rozu (daje to efekty benzyny na twarzy), ale jak jest ciemno, to i tak nikt nie widzi xD Juz godzine spoznione ale odpicowane jak do Las Vegas wsiadlysmy wszystkie (8 Kobiet xD) to party-busu, ktory zamowila wczesniej Viola i pojechalysmy do Patong. To jest takie miasteczko, gdzie centrum to sklep na sklepie, budka na budce, imprezownia na imprezowni i bar na barze. Halas nie z tej planety, tradycyjny brud i mnostwo brutalnej seksualnosci zewszad.

(kolejne zdjecia dostane od dziewczyn :)) Kobiety tanczace na stolach jako reklamowki knajp, kobieto-mezczyzni (co do niektorych w zyciu bym sie nie domyslila, ze to nie kobieta....) i dzieci oferujace uslugi wszelakiej masci, a slowo, ktore najczesciej pada to ping-pong show. ale nie bede tu tlumaczyc co to ;p i nie, w zyciu bym na to nie poszla!!!!!!! sprawdzcie sobie w guglach xD

po przejsciu paru setek metrow roznymi ulicami, zatrzymalysmy sie w Banana Discoteque xD


Powiem tak: czysto, nowoczesnie, muzyka wspolczesna, zupelnie jak w Europie xD Ze scian lecialy babelki, pelno sztucznego, dymu, laserowe swiatla i notebook Apple na stoliku DJa xD

Tanczylysmy nieco z drinkami w rekach, ignorujac (lub starajac sie ze wszystkich sil ignorowac lub zwalczac) zaloty turystow wszelakich xD moze nie bede szczegolow opisywac xD kobiety rulezzzz xD



Kolo tutejszej 3 w nocy doszlysmy juz do wniosku, ze trzeba sie ewakuowac. Wytargowalysmy w tuk tuku, zeby za 400 THB tubylec wzial nas do naszego osrodka. Zmeczone, acz szczeliwe, dotarlysmy do domu xD ale rano znow pobudka.... LOL....


info: MAI THAI mobile numer: +66 826 031 086. Proszem ino o zrozumienie, ze tutaj mam w stosunku do Ojczyzny +5 godzin :D wiec jak u was 15, to u mnie 20 xD a jak u was 22, to u mnie juz 3 rano xD hehehhehe mozna przez VOIPy tanio dzwonic lub poprostu pisac xD

Katathani Phuket Beach - Part 1

Od czego by tu zaczac... ;P of korZ nie ma tu polskich literkow, a ja notorycznie uzywam alta.... heh ;D

Przyjechalam do hotelu kolo tutejszej 22:30. Na recepcji przywitano mnie zimnym sokiem jablkowym, bransoletka z kwiatow i informacja, ze maja do pokoju ino jeden klucz, a ten zostal wydany kolezance, z ktora mialam nocowac xD dziewczyny w zyciu na oczy wczesniej nie widzialam, a oni pytaja, czy moge do niej zadzwonic, zapytac gdzie jest ;) na co ja ze smiechem odpowiedzialam, ze z pewnoscia sa na jakiejs imprezie i musza znalezc drugi klucz, bo przeciez to nie jest mozliwe, aby do dwuosobowego pokoju mieli w komplecie ino jeden klucz xD babka na to: ooooo, you're lucky, i found one!!!! xD radosc moja byla wielka :D boy hotelowy odprowadzil mnie kretymi sciezkami do pokoju.

Hotel, a wlasciwie caly resort jest jak z bajki. baseny, tarasiki, mosciki, palmy, trawniki, swiatlo, kwiaty, oczka wodne i takie tam. no i mnostwo kretych korytarzy!!!



Jak dotarlismy do pokoju, bylam pewna, ze nikogo tam nie zastane xD a jednak! Kolezanka Twee (jeszce nie wiem jak sie jej imie pisze) juz spala w najlepsze xD ja sie rozpakowawszy, wziawszy prysznic z wyrazem bezgranicznej radosci na ustach i polazlwszy spac... ale sen nie chcial nadejsc. dramat :) w koncu sie jakos udalo. zasnelam kolo 2, a juz na 8 pobudka, bo mialo byc wspolne sniadanie ;) no ale BLONDYNKA nastawila budzik na 7:30, ale polskiego czasu... hahha. obudzila nas Lauren, druga druchna panny mlodej. Twee i ja zerwalysmy sie z lozek i szybko przygotwalysmy na sniadanie. i uwaga - polazlam bez make-upu! xD hehehehe. w Pokoju bylo mega zimno, bo klima byla ustawiona na 10 stopni! temu w nocy zmarzlam ;P (potem oczywiscie zmienilam ustawienie!!! heh) a na sniadaniu czulam, jak nasiakam wilgocia z powietrza. moje wlosy zwariowaly naTenTychmiast xD fale sie pojawily doslownie momentalnie :) taki europejski pudel ze mnie byl!!! xD No ale sniadanie wymarzone.... owoce: ananasy, papaje, liczi, bananki malutkie, arbuzy i z 10 innych, kte byly niesamowicie smaczne, ale nazw jeszcze nie pamietam xD 

do tego mozna bylo wybierac przerozne dania przeroznej proweniencji: tajskie (ryz z warzywami, warzywa na ostro, ichnie pierozki, zupy etc) oraz europejskie: jajka z bekonem, jajecznica, francuskie tosty, croissanty, doslownie jak u mamusi xD

po krotkiej chwili wytchnienia i po zapoznaniu sie z cala grupa weselna, rozpoczal sie panienski dnio-wieczor Violi xD i trwal tak do 3 rano xD juz pisze.. ino w nastepnym poscie xD

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

BANGKOK!!!

AloHa ;D serdeczne pozdroweczki z klimatyzowanego Bangkoku ;D klawiatura jestt cieezka ;D
wlasnie czekaamy z Marcinem na lot na Phuket. Pogoda: leekkie zachmurzenie, 31 stopni!!!!!!! i ten azjatycki feel dokola, choc na lotnisku Mc Donald's i Burger King wypisz wymaluj jak w domu. ino menu pelne krzaczkow.

Lot trwal jakie 10,5 godziny i byly turbulencje (niemile to to, przedluzajace sie i nie dajaace spac), ale lot przyjemny, ludzi malo (bo kkto normalny podrozuje w Wielkanoc???) i mozna bylo spac na potrojnych siedzeniach w pozycji horyzontalnej, z poduszeczka i kocykiem ;D jedzonko pyszne (Lufthansaaaa ruleezzz xD): kolacja: spaghetti bolognese, na sniadanie jajecznica i kurczak z sosem xD a do snu...? czerwone wino!!!! xD ech ;D

dorwalaam sie do Internetu darmowego na gejcie xD musze pocwiczyc nieco tajskie zwroty grzecznoscowe ;D bo nawett na lotnisku nie wszyscy szprechaja po angielskiemu. chcielismy jjuz kupic karty telefoniczne, ale na lotnisku nie sprzedaja kart SIM. skandal xD Kupie dopiero na wyspie. no to koncze, niech Marcin teez troche w neecie pogrzebie xD

tymaczsem ewrylan!!!!!! buziaki!!!!!!!! ;*

piątek, 22 kwietnia 2011

Magiczny Przedmiot xD

Jednym z najważniejszych przedmiotów w mojej walizce będzie..... nieuwierzycie :D MOHEROWY BERET!!!!!! Ale nie napiszę czemu xD Może kiedyś się wyda, a może nie ;p heheh. ale zdjęcia Kociak zrobił mi wspaniałe xD


Oba berety jadą na ThaiLandię xD Walizka kupiona, ino ja jeszcze w proszeczku....
Wyobrażacie sobie berety na takiej plaży...?
AloHa :)

czwartek, 21 kwietnia 2011

Wielkanoc w samolocie

Czy jak ktoś wybiera się w podróż w Wielkanoc samą, powinien wziąć ze sobą troszkę święconki?! xD Ciekawe, czy jajka by przeżyły taką morderczą, dobową podróż ;p let me try... xD hahahahha! Już widzę stewardesy Lufthansy, które zapłakane proszę mnie o wyrzucenie kanapek, a ja się upieram, że to zwyczaj, tradycja i koniec i kropka. A potem powiedzą, że mam przewiesić płaszcz i będzie draka xD hehe :D

getting ready...


No no... czas na pakowanie: sobotnie popołudnie. Wieczór zajęty, więc też odpada. Przecież nie planuję wielkiej walizki (acha...), jako że więcej zamierzam przywieźć, niż wywieźć.

Czas tez powoli na napisanie spicza... jako Matron of Honour mam pewne obowiązki - w tym takshe spicz... Ale cóż napisać, skoro nie znam pana młodego? Skoncentruję się na pannie młodej xD Ciekawe, czy zda test na żonę podczas wieczoru panieńskiego! Czy jednym z testów powinno być zjedzenie jakiegoś tajskiego grillowanego robala? nieeeee, nie będę robić innym, co dla mnie nadobne ;p ale zrobię test z cerowania skarpetek :D aż się boję, co takiego zaoferuje nam Phuket Kata Noi Beach na wieczór panieński... mhmmm :D

Muszę sobie zrobić dokładną listę zakupów... w końcu blondynka na krańcach świata musi być dobrze przygotowana.


Ech, to do roboty :D więcej napiszę już zapewne na miejscu.... będzie tam Internet??? Musi być, w końcu wszyscy wiedzą, ze lata w powietrzu na całym świecie...

AloHa :D